4 sposoby nauki języków obcych

4 sposoby nauki języków obcych

Wiemy już, że warto uczyć się języków obcych. Angielski stanowi podstawę, ale coraz częściej pracodawcy oczekują znajomości niemieckiego, hiszpańskiego czy języków skandynawskich. Dlatego dziś chciałabym przedstawić Wam moje sposoby na szybszą naukę języków obcych.


nauka, język obcy, hiszpański, easy espanol


W jednym z poprzednich postów opowiadałam, dlaczego moim zdaniem warto uczyć się języka angielskiego. Ponieważ uczę się go od czasów szkoły podstawowej i nie wykorzystywałam do tego żadnych specjalnych metod, za przykład posłuży dziś język hiszpański, którego zaczęłam się uczyć już jakiś czas temu, ale też długo trwało, zanim znalazłam sposoby, które na mnie działają najlepiej.

Lekcje do słuchania

W zasobach rodzinnych posiadam kurs Easy Español, który ładnych kilkanaście lat temu sprzedawany był w kioskach w postaci zeszytów oraz kaset magnetofonowych (ktoś jeszcze pamięta?). Gdy zaczęłam się uczyć, znalazłam w bogatych zasobach internetu kilka pierwszych lekcji w formacie mp3, co pozwoliło mi słuchać ich na telefonie, np. podczas ćwiczeń na siłowni czy w autobusie. Niestety, kolejne części nie były już dostępne, a korzystanie z kaset przysparzało sporo problemów - rzadko kto korzysta już ze sprzętów, które je odtwarzają. W domu znalazł się jednak walkman (kolejny relikt przeszłości), który za pomocą jednego kabelka mogłam podłączyć do radia samochodowego. Dzięki temu mogłam korzystać z kursu w drodze do i z pracy. A ponieważ podróż w sumie trwała 2 godziny, nauka szła dość szybko, a ja mogłam sobie powtarzać wybrane lekcje tak często, jak chciałam.

Nie będę polecać tego konkretnego kursu, bo nie jest już dostępny, ale polecam słuchanie lekcji w wolnych chwilach - podczas spaceru, ćwiczeń, jazdy samochodem czy autobusem.

Aplikacja w telefonie

Świetną aplikacją, którą z czystym sumieniem Wam polecam jest Memrise - dzięki zróżnicowanym zadaniom  pozwala przyswajać nowe słówka i wyrażenia, a potem skutecznie je utrwalać dzięki optymalnie dostosowanej częstotliwości powtórzeń. Wszystko odbywa się na zasadzie hodowania roślinki - najpierw jest nasionko, z którego wyrasta kwiatek, a następnie "podlewamy" go swoimi powtórkami. Przy okazji, wykonując ćwiczenia, sprawiamy, że nasz Memrisowy zwierzaczek-kosmita Ziggy rośnie i zdobywa kolejne poziomy. Robię obecnie trzeci kurs hiszpańskiego i korzystam z bezpłatnej wersji aplikacji, ale gdyby ktoś chciał dodatkowych funkcji (powtarzanie trudnych słówek, ćwiczenia z nativami itp.), to raz na jakiś czas organizowane są fajne promocje i roczny dostęp premium jest wtedy w bardzo przystępnej cenie.

nauka, język obcy, hiszpański,

Filmy i seriale

Z korzyści z oglądania filmów po angielsku zdaje sobie sprawę każdy, kto opanował ten język w stopniu umożliwiającym rozumienie słyszanego tekstu. Już na etapie nauki warto jednak sięgnąć po filmy w oryginale, nie zagłuszane polskim lektorem. Z angielskimi jest dużo łatwiej, bo jest ich całe mnóstwo, ale i hiszpańskie się znajdą, jak się dobrze poszuka. Ze swojej strony polecam Gran Hotel, czy, jeśli ktoś woli polski tytuł, Zagadkę Hotelu Grand. Nie dość, że fabuła wciąga, to jeszcze cieszyłam się jak dziecko, gdy wyłapywałam poszczególne słowa, które już znałam albo gdy dołączałam do repertuaru jakieś nowe, wyłowione z dialogów. Napisy oczywiście bardzo pomagają.

Alternatywą mogą być hiszpańskojęzyczne piosenki, jak choćby świąteczne Feliz Navidad albo coś z bogatego repertuaru Ricky'ego Martina ;) Gorące latynoskie rytmy w dodatku świetnie nadają się do tańca, więc można się uczyć i spalać kalorie jednocześnie.

Fiszki

Do nauki słówek kolorowe karteczki porozklejane po domu naprawdę bardzo się przydają. Jeśli chcesz szybko zdjąć wątpliwe ozdoby z mebli, ekspresowo nauczysz się, że la nevera to lodówka, a la silla - krzesło. Warto tworzyć sobie fiszki również w formie niekleistej ;) i dopisywać do słówek nasze skojarzenia. Inspiracje można znaleźć w Memrise, tyle tylko, że tam wszystko jest po angielsku.

Może się wydawać, że zbyt dużo metod spowoduje jedynie zamęt i zagubienie, ale myślę, że odpowiednie połączenie wybranych przez siebie sposobów może przynieść naprawdę fajne rezultaty, gdyż za każdym razem mimowolnie będziemy przyswajać nowe treści, bez ślęczenia nad podręcznikami. Sposób, który jeszcze chciałabym wykorzystać to komunikacja z kimś, kto perfekcyjnie posługuje się hiszpańskim, ale wciąż powstrzymuje mnie obawa, że mój poziom jest zbyt niski.

Jakie Wy macie sposoby na efektywną naukę języków obcych? Chętnie dodałabym coś do swojego repertuaru.
5 rzeczy, które wkurzają w pracy na etacie

5 rzeczy, które wkurzają w pracy na etacie

Pracujemy, bo trzeba jakoś zarabiać na życie. Zwykle etat jest pierwszą wybieraną przez nas opcją. To wybór najbardziej oczywisty, bezpieczny, najłatwiej akceptowany społecznie. Ale nie idealny. Jest mnóstwo rzeczy, które mogą denerwować etatowców. Dziś przedstawię kilka z nich.



praca, etat, wady,


Większość popularnych blogerów pracuje w domu i całkowicie jestem w stanie to zrozumieć - nie tylko tych, którzy zajmują się blogowaniem na pełny etat, ale także tych, którzy prowadzą własną działalność w różnych innych obszarach. Nie będę dzisiaj poruszać kwestii prowadzenia bloga jako zajęcia etatowego i zastanawiać się, czy warto rzucić pracę “w fabryce” na jego rzecz. Chciałabym raczej skupić się na tym, dlaczego tak wiele osób uważa pracę na etacie za zło tego świata i za wszelką cenę dąży do tego, by móc ją rzucić. Wypowiadam się z perspektywy osoby, która nie pracowała w domu, ale postaram się przede wszystkim skupić na tym, co znam z pracy na umowie.

1. Miejsce pracy

Możemy je oczywiście wybrać, na etapie aplikowania na daną ofertę, ale w przeważającej większości przypadków, na rozmowie rekrutacyjnej nie zobaczymy naszego pokoju, biurka, krzesła i nie stwierdzimy, czy nam się podoba, czy nie. Przyjdziemy pierwszego dnia w miejsce, które już dawno ktoś urządził, a nasze pole manewru w zakresie organizacji wnętrza będzie raczej znikome. A w biurze nie podobać nam się może wiele rzeczy, na pozór błahych, takich jak zapach, rodzaj światła, kolor ścian. Druga sprawa jest taka, że jednak do miejsca pracy trzeba w jakiś sposób dotrzeć. Dystans może być mniejszy lub większy, ale jednak zawsze jakiś czas na dotarcie będziemy musieli poświęcić. W domu zarówno kwestia wyglądu otoczenia, jak i czasu na dojazd zostaje wyeliminowana.

2. Godziny pracy

Etat to średnio 8 h dziennie w 40-godzinnym tygodniu pracy. Choć elastyczne godziny pracy są popularnym rozwiązaniem, w wielu miejscach pracy, nadal musimy przychodzić o jednej i tej samej porze każdego dnia, a wychodzić 8 godzin później. I pomijając ból wywoływany porannym wstawaniem, myślę, że większą wadą jest nieefektywne wykorzystywanie czasu pracy. Jeśli mam do zrobienia na dzisiaj trzy rzeczy, a ich zrobienie zajmie mi 1,5 h, to jaki jest sens siedzenia w biurze kolejne 6,5? Zdecydowanie jestem za zadaniowym czasem pracy, w którym jest się wynagradzanym za rezultaty, a nie za dupogodziny.

3. Przełożony

Bez względu na to, czy będzie najlepszym, czy najgorszym szefem na świecie, u niektórych samo wspomnienie słowa przełożony wzbudzi silną reakcję alergiczną. Przede wszystkim dlatego, że jest to osoba, która w pewien sposób ma nad nami władzę, kontroluje nas, wydaje nam polecenia, weryfikuje ich wykonanie, a także decyduje o tym, czy przyznać nam premię albo czy udzielić nam wolnego. Nie lubimy nikomu podlegać i choć w dużej mierze, gdy przechodzimy “na swoje” jesteśmy zależni od naszych klientów, tam rodzaj tej zależności jest zupełnie inny i mamy większy wpływ na warunki, na jakich odbywa się współpraca. Na etacie mamy wszystko narzucone i pozostaje nam się tylko podporządkować.

4. Obowiązki

Choć podejmując pracę, mniej więcej mamy świadomość, jakie obowiązki są przypisane do danego stanowiska, w praktyce często okazuje się, że oprócz tego, co lubimy i chcemy robić, zakres zadań zawiera także czynności, które nie leżą w kręgu naszych zainteresowań lub kompetencji. Jasne, gdy prowadzimy własny biznes, również natkniemy się na czynności, których wolelibyśmy unikać (biurokracja, księgowość), ale ponieważ sami jesteśmy sobie szefem, zawsze możemy nielubiane zajęcia komuś zlecić. W pracy, jeśli nie ma pod ręką stażysty, którym możemy spróbować się wyręczyć, nasze zadanie pozostaje naszym zadaniem i musimy je wykonać, nawet jeśli uważamy je za skrajnie głupie i nikomu nie potrzebne.

5. Zasady

Denerwują, bo nie my je ustaliliśmy, a musimy się im podporządkować, nawet jeśli nie do końca się z nimi zgadzamy. Jak choćby kwestie ubioru. Nienawidzę dress codu i choć rozumiem, że w niektórych miejscach jego zastosowanie może być korzystne dla biznesu, w wielu przypadkach jest raczej niepotrzebną uniformizacją. Dopóki dobrze wykonuję swoją pracę i nie straszę klientów swoim wyglądem, nikt nie powinien zwracać uwagi, czy do pracy przyszłam w trampkach czy szpilkach, czy mam na sobie białą koszulę, czy T-shirt z nadrukiem. Zasady mogą dotyczyć wielu obszarów, ale często można odnieść wrażenie, że stworzono je głównie po to, żeby utrudniały życie.

Wiem, że praca na etacie ma również swoje zalety, ale myślę, że o nich najlepiej wypowiedziałyby się osoby, które pracują w domu i tęsknią za czasami, gdy miały stałą pracę (jeśli takie w ogóle istnieją). Jeśli kiedykolwiek będę w takiej sytuacji, to na pewno o zaletach etatu napiszę, a być może taki wpis powstanie wcześniej, jeśli zbiorę wystarczająco dużo materiałów ;)

Przedstawiona powyżej lista nie jest kompletna i chętnie zapoznam się z Waszymi opiniami na ten temat. Co byłoby (lub było) główną przyczyną, dla której odeszlibyście z pracy?

Ciążowa rzeczywistość - co nagle okazuje się istotne?

Ciążowa rzeczywistość - co nagle okazuje się istotne?

Kobiety zachodzą w ciążę i choć wiedzą, że będzie się to wiązało z pewnymi ograniczeniami, są gotowe się poświęcić, żeby urodzić zdrowe dziecko. Ale chociaż ciąża jest etapem przejściowym, nawet nieszczególnie długim, potrafi nieźle dać w kość.

problemy w ciąży, bóle, ograniczenia



O ciąży zbyt wiele się nie opowiada. W końcu trwa tylko 9 miesięcy. Dużo więcej uwagi poświęca się porodom, które budzą wiele skrajnych emocji, a opowieści o nich urastają do rangi miejskich legend. A potem uwagę poświęca się już tylko “efektowi końcowemu”, czyli dzieciom. Historie dotyczą już wtedy trudów wychowania i radości z postępów czynionych przez potomstwo. I niby wiesz, że przez 9 miesięcy będziesz nosić w brzuchu dziecko, a pod koniec będą ci puchnąć stopy, będą cię bolały plecy i generalnie będziesz się toczyć, ale jest tego znacznie więcej. Nie zrozumiesz, dopóki tego nie przeżyjesz. Pewnie z każdym dniem będę mogła dopisać do listy kolejne rzeczy, ale jednocześnie, będę coraz bliżej końca tego etapu i będę mogła się skupić na czymś zupełnie innym. Dziś przedstawię kilka kluczowych słów, które opisują moją 7-miesięczną ciążową codzienność. Są to w większości rzeczy, do których szczególnie nie przywiązywałam wagi przed ciążą i nie sądziłam, że mogą mieć dla mnie aż takie znaczenie.

Grzaniec


W ciąży nie piję alkoholu. Jest to dla mnie oczywista oczywistość i nie doskwiera mi to jakoś szczególnie. Ale do grzanego wina w okresie zimowym mam ogromną słabość i chętnie umiliłabym sobie wieczór kubkiem aromatycznego napoju z plasterkiem pomarańczy. Próbowałam robić grzaniec bezalkoholowy, ale cóż - to nie to samo.

Katar


Jestem alergikiem, przed ciążą próbowałam leczyć mój przewlekły nieżyt nosa, ale musiałam przerwać terapię. Miałam to szczęście, że akurat okres pylenia jeszcze załapał się na czas przed ciążą, więc moje cierpienie nie jest aż takie duże, ale czasem zdarzają mi ataki alergii, objawiające się cieknącym nosem i swędzącymi, łzawiącymi oczami. W obecnej sytuacji mogę tylko psiknąć solą morską i czekać aż przejdzie, a to czasem trochę trwa.

Leki


Obniżona odporność sprzyja wirusom, które w okresie jesienno-zimowym czyhają na każdym rogu, a ja mogę się leczyć imbirem, czosnkiem, syropem z cebuli i ostatecznie Apapem. Czyli znowu - leż i czekaj aż przejdzie.

Tatar i inne pyszności


Jestem fanką dobrze przyprawionego surowego mięsa wołowego i się tego nie wstydzę. Gdy jest chłodniej, tatar jest nieodłącznym elementem prawie wszystkich imprez, a ja obecnie mogę tylko na niego popatrzeć i ewentualnie powąchać. To samo tyczy się niektórych serów i owoców morza - toksoplazmoza, listerioza, salmonella tylko czekają, by zagnieździć się w organizmie ciężarnej.

Zgaga


Poza potencjalnymi źródłami bakterii mogę jeść prawie wszystko. O ile tylko nie jest kwaśne, pikantne, słone i w ogóle mocno przyprawione. Jeśli nie jest pomarańczą, jabłkiem, kapustą, ogórkiem, pomidorem, czekoladą… Lista jest naprawdę całkiem długa i w dodatku wciąż nie zamknięta, bo nie wiem, co dziś akurat wywoła problemy gastryczne. Dobrze, że leki na zgagę brać mogę i nawet w miarę działają.

Plecy


Mówili, że będą bolały plecy, ale jednak wyobrażałam sobie, że będzie to głównie dotyczyło przeciążenia odcinka lędźwiowego przez zmianę ułożenia ciała.  I trochę tak jest, ale póki co, nie doświadczam bólu, który przed ciążą towarzyszył mi, gdy zbyt długo stałam. Teraz, gdy postoję, boli mnie w okolicy kości ogonowej, jakby mi się kręgosłup poprzestawiał. Gdy za długo siedzę, boli mnie w odcinku piersiowym. Nie wiem, gdzie bolałoby, gdybym za długo leżała, bo to mi się akurat nie zdarza. Dobrze by jednak było, gdyby znalazła się pozycja, w której nie boli w ogóle.

Kurtka zimowa, spodnie i reszta garderoby


Mój brzuch nie jest jakiś bardzo duży i właściwie wciąż mam sporo ubrań przedciążowych, w które się swobodnie mieszczę. Spodnie wymieniłam już jakiś czas temu i obecnie na dnie szafy wylądowały nawet leginsy, więc jeśli chodzi o “doły”, to wybór mam już dość ograniczony. Jeśli miałabym siedzieć cały czas w domu, to jakoś dałabym radę, ale Święta wymagały wyjścia do ludzi i wyglądania, a to kazało uruchomić kreatywność. Nadmienię również, że mimo iż normalne rajstopy wydają się czasem sięgać prawie pod biust, w ciąży nagle okazuje się, że są zdecydowanie za krótkie, kończą się gdzieś w połowie brzucha, a jak chcesz zostawić je niżej, to chamsko się rolują i uciskają w podbrzusze.
W płaszczu zimowym ekspres się jeszcze dopina, ale wygodnie już nie jest, więc mam nadzieję, że zamówiona online kurtka dotrze do mnie przed mrozami.

Wiem, że niektóre kobiety przechodzą swoją ciążę bez żadnych objawów, a nawet z samopoczuciem lepszym niż wcześniej. Nie ukrywam, że chętnie bym się z nimi zamieniła, ale nie jest też tak źle, żebym chciała nie być w ciąży, choć część objawów towarzyszących chętnie bym ze swojej listy wykreśliła. I już nawet nie muszę jeść tatara, ale bóle pleców i  zgagę oddam za darmo, a nawet dopłacę.

Chętnie poczytam o tym, jakie rzeczy Was w ciąży zaskoczyły i co najchętniej wykreśliłybyście z listy ciążowych dolegliwości.
Jak przetrwać w małym mieście?

Jak przetrwać w małym mieście?

Życie toczy się w dużych miastach. W dużym mieście możesz studiować, pracować w dobrej firmie, a po pracy wyskoczyć do kina, na fitness, na zakupy do centrum handlowego. A w małym mieście?

wady i zalety, małe miasto, przetrwać

Urodziłam się w niewielkim mieście w centralnej Polsce. Niewielkim, bo liczącym około 10 tysięcy mieszkańców. W tym mieście ukończyłam szkołę podstawową i gimnazjum, ale liceum wybrałam już nieco dalej, a na studia oczywiście wyprowadziłam się do dużego miasta. A potem, z uwagi na okoliczności, wróciłam do mojego małego miasta. Od powrotu mieszkam tu już dwa lata i tak naprawdę, nadal nie jestem w stanie zrozumieć tego miejsca. Gdy byłam młodsza, przyjmowałam wszystko takie jakie było, ponieważ nie znałam innej rzeczywistości. Dorosłe życie rozpoczynałam w innym mieście, w którym spędziłam przecież kilka lat. Teraz, gdy już wiem, że jakiś czas tu zostanę, muszę usystematyzować pewne kwestie. Zapraszam do lektury tekstu, który dotyczy życia w małym mieście. Nie wszystkie przedstawione przeze mnie elementy stanowią wady. Są to raczej fakty, które wynikają ze specyfiki małej miejscowości, stąd nie zawsze uwzględniałam wady i zalety przy ich opisie.

Nic się tu nie zmienia

Teraz jest trochę inaczej, ale jeszcze kilka lat temu z powodzeniem można było stwierdzić, że nic się nie zmienia i naprawdę trafiłoby się w sedno. Te same sklepy, których nazwy zwyczajowo pochodzą od imion lub nazwisk właścicieli, a czasem od lokalizacji: “U Elki”, “U Kowalskiego”, “Nad rzeką” itp. Nowy biznes ma niewielkie szanse, żeby przetrwać, bo na rynku od lat jest wszystko, czego potrzebują mieszkańcy.
Zalety: jeśli nie lubisz zmian, z pewnością masz poczucie stabilności. Wypracowałeś sobie pewnie przez lata jakieś relacje z lokalnymi sprzedawcami, wiesz u kogo kupować konkretne towary, żeby było najlepiej lub najtaniej, a przy okazji masz możliwość poznania najświeższych plotek.
Wady: jeśli poszukujesz rozwoju, nowych wrażeń i emocji, to czeka Cię rozczarowanie.
Działanie: Możesz spróbować zaplanować własny biznes, tylko najpierw dobrze go przemyśl i zaplanuj, żebyś nie musiał się zwijać po roku.


Nic tu nie ma

Oprócz towarów oferowanych przez lokalnych sprzedawców, raczej nie możesz liczyć na to, że kupisz tu najnowsze kosmetyki, nowoczesne gadżety, ubrania zgodne z najnowszymi trendami. Nieliczne sklepy ubraniowe próbują sprostać wymaganiom lokalnego rynku, ale właśnie - rynek lokalny, więc potrzeby niewielkie i dość ograniczone. Nie ma się co zasypywać towarem, bo się go potem nie sprzeda. Lokali gastronomicznych też jak na lekarstwo, więc albo lubisz kebab albo nie będziesz jadł na mieście.
Działanie: Możesz jechać do większego miasta, choć i to nie zawsze da Ci gwarancję, że kupisz wszystko, co byś chciał. Możesz również zrobić zakupy w sieci. Na szczęście kurierzy docierają także na kraniec świata. Jeśli w tym momencie narzekasz, że nie lubisz kupować towaru przed obejrzeniem, to przypomnę, że możesz zamówić, obejrzeć i odesłać, jeśli Ci się nie spodoba, a w niektórych sklepach masz możliwość darmowego zwrotu.

Wielkie życie toczy się obok

Wszystkie ważne wydarzenia odbywają się w dużych miastach - imprezy sportowe, kulturalne, a u Ciebie nawet kina nie ma. Nie możesz również uczestniczyć w życiu politycznym kraju, bo nikt jakoś nie chce protestować i wychodzić na ulice.
Zalety: Jeśli chcesz żyć z dala od zgiełku, małe miasto na pewno Ci to umożliwi.
Działanie: Jeśli żałujesz, że omijają Cię wszystkie strajki i marsze, sugeruję wsiąść w pociąg i jechać do stolicy. Gdy Twoja potrzeba uczestnictwa nie jest aż tak duża, możesz po prostu włączyć telewizor. Jeśli chodzi o udział w wydarzeniach kulturalnych - gdy lokalny ośrodek kultury nie spełnia Twoich oczekiwań, najlepiej śledzić na Facebooku ulubionych wykonawców i sprawdzać, kiedy będą występować gdzieś blisko. Może okazać się, że wcale nie jest konieczna wyprawa na koniec świata.


Każdy zna każdego

Ustaliliśmy już, że do sklepu, poza załatwieniem sprawunków, wchodzisz także w celach społecznych. Rozmowy toczą się swobodnie, bo zawsze można przywołać historię wspólnego znajomego albo znajomego znajomego, którego też przecież znamy.
Zalety: Elka (ta z mięsnego) sprzeda Ci lepszy kawałek polędwicy, a przy okazji będziesz mógł opowiedzieć zasłyszane historie, gdy pójdziesz do chemicznego. Gdy będziesz czegoś potrzebował, zwykle będziesz wiedział do kogo się udać.
Wady: Jeśli jesteś osobą pełniącą ważniejszą funkcję (dyrektor szkoły, burmistrz itp.) może się okazać, że inni ludzie wiedzą o Twoim życiu więcej, niż Ty sam. Może Ci się to przytrafić również, jeśli jesteś zwykłym obywatelem - ludzie muszą o kimś gadać.
Działanie: Nabrać dystansu. Miejskie plotki zwykle są niegroźne. Jeśli żyjesz na świeczniku, sugeruję jednak uważać na podejmowane działania.

Nie masz przyjaciół

Ten punkt jako jedyny dotyczył będzie osób, które tak jak ja, zamieszkały w małym mieście po dłuższej nieobecności (lub w ogóle przeprowadziły się tu z innego miejsca). Niby każdy każdego zna, a my jesteśmy jakby obcy. Wszystkich przyjaciół zostawiamy w poprzednim miejscu zamieszkania, a ci, których znaliśmy z lat młodości, zdążyli się już wyprowadzić. I okazuje się, że nie mamy z kim spędzić sobotniego wieczoru, a dodatkowo, w ogóle nie mamy pojęcia, o kim ta kobieta w mięsnym gada.
Zalety: Mnóstwo czasu na poznawanie samego siebie, a także możliwość spotkania nowych wartościowych osób.
Wady: Samotność, poczucie wyobcowania, brak możliwości uczestniczenia w pogawędkach dotyczących innych ludzi.
Działanie: Podtrzymywanie kontaktów online (wiem, że to nie to samo) z dotychczasowymi przyjaciółmi. Poszukiwanie znajomych, np. w przedszkolu lub szkole (jeśli mamy dzieci), wśród sąsiadów, na zajęciach zorganizowanych (zakładamy, że jakiś ośrodek kultury działa i może czasem organizuje fitness), w pracy.

Życie w małym mieście ma swoje wady i zalety. Na pewno różni się od tego, jakie wiodłam na  studiach, ale nie uważam, żeby było szczególnie gorsze. Przecież to ode mnie zależy jakie będzie i jak poradzę sobie z tymi jego elementami, które mnie denerwują. Według mnie, mniej istotne jest samo miejsce, w którym mieszkamy, jeśli mamy wokół siebie ludzi, z którymi lubimy przebywać. Ja akurat nad tym jeszcze pracuję, bo ten ostatni wymieniony punkt jest tym, z którym sama się najbardziej utożsamiam.

Mieszkacie w małym mieście? Co w nim doceniacie, a co chcielibyście zmienić? A może w dużym mieście jest coś, co szczególnie Was urzeka lub denerwuje?

W co się ubrać do pracy - strój biznesowy.

W co się ubrać do pracy - strój biznesowy.

Rozmowa rekrutacyjna poszła świetnie, dostałaś pracę, z niecierpliwością oczekujesz jej rozpoczęcia. Chcesz wypaść jak najlepiej, więc starannie przygotowujesz się do pierwszego dnia. W Twojej głowie zapewne pojawi się to jakże istotne pytanie: w co się ubrać? Zwykle w firmie panują określone zasady dotyczące ubioru, trzeba je tylko poznać. Co jednak zrobić, jeśli tych zasad nigdzie nie określono? Przedstawię Ci dzisiaj moje zmagania z firmowym dress codem.

w co się ubrać do pracy, dress code, business casual, strój biznesowy


W firmie nie ma ściśle określonego dress codu. To, jak się ubieramy, zależy od naszego wyczucia biznesu
- taką odpowiedź usłyszałam, gdy zapytalam o ubiór obowiązujący w przedsiębiorstwie, w którym miałam rozpocząć pracę. Świetna odpowiedź, bardzo pomocna, zwłaszcza dla kogoś, kto wyczucie biznesu ma takie, jak ja, czyli zerowe. I choć ono mogłoby mi podpowiedzieć, że trampki są dobrym pomysłem, postanowiłam jednak oprzeć się na wyczuciu bardziej doświadczonych w biznesie koleżanek, zasięgnąć informacji w internecie, jak strój biznesowy może wyglądać i spróbować się dopasować. Poniżej moje obserwacje dotyczące tego, co należy nosić, co się nosi, i jakie są tego konsekwencje.

Nazwy różnych stylów w ubiorze już dawno zostały wymyślone. Mnie pozostało jedynie spróbować dopasować panujące niepisane zasady do jednej nazwy. Myślę, że najbardziej odpowiednie byłoby określenie business casual (ewentualnie w kierunku smart casual, bo każdym źródle style te przedstawiane są nieco inaczej), czyli styl w świetle teorii dość luźny, jednak nadal będący strojem biznesowym. Będzie to mój punkt odniesienia przy opisywaniu ewentualnych odstępstw, których jest całkiem sporo.


Sukienki

Teoretycznie mamy dużą dowolność w wyborze koloru i fasonu, jeśli sukienka będzie odpowiedniej długości (okolice kolana). Dodałabym jeszcze zakryte ramiona i odpowiedni materiał - dresowa odpada. Tymczasem, sukienki były chyba najtrudniejszą do określenia częścią ubioru - miałam możliwość obserwować zarówno takie sporo przed kolano, letnie na ramiączkach (zestawione z kardiganem zasłaniającym ramiona, ale nadal letnie) czy sukienki z elastycznej bawełny, często niemalże dresowej. Większość raczej casualowych niż biznesowych w jakimkolwiek znaczeniu tego słowa.

Rajstopy

Do sukienek w okresie letnim zdarzył się całkowity brak rajstop (niedopuszczalny w stylu biznesowym), a w okresie chłodniejszym - występowanie rajstop całkowicie kryjących, które podobno są w tym stylu dopuszczalne. Dopóki nikt nie określi ich koloru. Bordowe lub oranżowe to dość zaskakujący wybór, który wzbudza skojarzenia z czasami podstawówki.

Buty

Wysokość obcasa określona nie została, ale koleżanki ustaliły, że powinien on być i balerinki są zbyt nieformalnym wyborem. Klapki na obcasie już mogą być. W dziale obok - tenisówki. Zimą - kozaki za kolano. W szafce ewentualnie musi być schowana para szpilek, bo jak prezes przyjedzie, to trzeba wyglądać.

Spodnie

Styl business casual dopuszcza spodnie z niemal każdego materiału. Według koleżanek z pracy - najlepiej w ogóle ich nie nosić. Jak już nosisz, to na pewno nie jeansy. Jak założysz jeansy i do tego balerinki to chyba pomyliły ci się imprezy.

Bluzki

zgodnie ze stylem, można nawet założyć bawełniany T-shirt, o ile nie ma nadruków. Zgodnie ze stylem w firmie - bawełnianym bluzkom mówimy stanowcze NIE. Przede wszystkim rządzą koszule, alternatywnie można założyć dobrej jakości elegancką bluzkę. Czasem tylko gdzieś się przewinie jakiś obcisły top pod marynarką.

Tych elementów jest oczywiście więcej, ale wszystko wygląda mniej więcej podobnie. Nie ma zasad, a więc panuje dowolność i w zasadzie skoro masz się kierować swoim wyczuciem biznesu, to nikt nie powinien Cię oceniać. Swoją drogą wiem, że nie każdy zapytał o ubiór i nie każdy dostał taką odpowiedź, jak ja. W jednym z działów dziewczyny chodzą w sportowych butach i bawełnianych sweterkach albo T-shirtach. I dla mnie nie byłoby problemu, gdyby nie było to komentowane przez innych pracowników (a konkretniej - pracownice).

Jak więc się ubrać do pracy, gdy zasady nie istnieją? Chyba najlepiej będzie tutaj sugerować się swoim najbliższym otoczeniem. Skoro w dziale wszyscy noszą jeansy, to nie będziesz się czuła źle, jeśli też je założysz, możesz natomiast czuć się nieco zbyt wystrojona, gdy zdecydujesz się na sukienkę. Przed pierwszym dniem niestety nie będziesz wiedziała, co noszą koleżanki z działu, ale możesz podejrzeć ubiór ludzi przewijających się na korytarzu już podczas rozmowy rekrutacyjnej. Sugeruję też zapytać, jeśli nie na pierwszej rozmowie, to na etapie zatrudniania o dress code i o ile nie otrzymasz takiej odpowiedzi jak ja, będziesz mogła zasugerować się podczas wyboru stroju na pierwszy dzień. Dużą podpowiedź będzie też na pewno stanowił charakter firmy i pracy, którą będziesz wykonywać, ale często, niestety, mimo że pełniona funkcja oficjalnego stroju nie wymaga, pracodawca - już tak.

Jak jest u Was? Macie określony dress code? Czy uważacie, że wyznaczanie reguł dotyczących ubioru zawsze ma sens? Czy jest to jedynie wprowadzanie ograniczeń, które nie mają wpływu na wykonywaną pracę?



Copyright © 2014 Teraz jest najlepiej! , Blogger