Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój. Pokaż wszystkie posty
Na granicy - Jakub Sobczyk

Na granicy - Jakub Sobczyk

Nie znam zbyt wielu osób, które napisały książkę. Jeszcze mniej znam takich, którym udało się książkę wydać, więc kiedy usłyszałam, że mój kolega niedługo uzyska status "Pana Pisarza", byłam tym niezwykle podekscytowana. Zapraszam na recenzję książki Jakuba Sobczyka pt. "Na granicy".


Jakub Sobczyk, to człowiek, który lubi pisać chyba tak samo jak ja (i jeszcze wiele innych rzeczy ma tak samo jak ja), kilka utworów miałam nawet możliwość przeczytać, więc chwila, kiedy mój własny egzemplarz trafi w moje ręce, była jedynie kwestią czasu. Potem książka musiała jeszcze swoje odczekać - Remigiusz Mróz się wcisnął w kolejkę - ale w końcu się udało.

Trochę się tego obawiałam. Jestem w stałym kontakcie z autorem, mam z nim dobre relacje i nagle będę musiała mu powiedzieć, co sądzę o książce, która nota bene jest przecież czymś dość osobistym i debiutujący pisarz może być wrażliwy na krytykę. A jeśli będzie słaba tak bardzo, że nie dam rady jej skończyć? Albo będę siedziała z ołówkiem w ręku i podkreślała błędy? Jak ja mu to powiem? Pewnie zależy mu na szczerej opinii, ale czy naprawdę chciałby usłyszeć: słuchaj stary, ta Twoja książka to jakaś kompletna porażka, ale nieźle nadaje się na podstawkę pod dziecięce łóżeczko? Nie sądzę. To w jaki sposób dać mu do zrozumienia, że okładka wygląda jak z wyprzedaży książek z lat 90-tych i w ogóle to chyba tylko samobójca zaczyna od wydania antologii?

Ok, żarty na bok, bo Was skutecznie zniechęcę, a przecież nie taki jest mój zamiar. Fakt, okładka nie do końca odpowiadała mi estetyką, kiedy pierwszy raz wzięłam ją do ręki, ale po przeczytaniu całości stwierdzam, że doskonale pasuje do klimatu opowiadań. Fakt 2, nadal uważam, że zaczynanie od antologii nie jest najlepszym rozwiązaniem, ale od czegoś trzeba zacząć i ja np. nie mam nic, a on ma już wydaną książkę. 1:0 dla Jakuba.

opowiadania z dreszczykiem debiut książka chatka
Na granicy - Jakub Sobczyk

Książka "Na Granicy" składa się z czterech opowiadań, które różnią się od siebie klimatem, ale łączy je właśnie element niesamowitości wykraczającej poza granice pojmowania. Podtytuł brzmi: "Gdy w codzienne życie nagle wkracza nieznane..." i myślę, że jest to trafne podsumowanie tego, co dzieje się na kartach tej książki.

Carl

Historia Carla jest zdecydowanie za krótka. Poznajemy bohatera, który ewidentnie ma jakieś problemy (między innymi z alkoholem), ma też jakieś swoje życie, w którym nagle pojawia się kobieta, która mogłaby również odegrać jakąś rolę. Coś się dzieje, jest element niechlubnej historii głównego bohatera, jest groza i jest... koniec. Bez spojlerów. Moim zdaniem Carl zasługuje na zdecydowanie dłuższą historię.

Chatka

To opowiadanie ma doskonale zbudowany klimat. Przedstawione jest w formie dziennika i dzięki temu możemy poczuć emocje bijące od piszącej je osoby. Przerwałam czytanie po kilku stronach, ale ziarno niepokoju zostało zasiane, tak, że nie wiedziałam, czy chcę czytać dalej (nie jestem fanką grozy na papierze ani na ekranie). Okazało się, że nie było aż tak strasznie, ale z pewnością niesamowicie.

Wycieczka

Wycieczka jest najdłuższym opowiadaniem w książce. Grupa ludzi, góry, śnieg i słaby przewodnik - czy to może skończyć się dobrze? Rozkręca się powoli (o czym zostałam uprzedzona przed czytaniem), ale jak już się rozkręci, to nie straci tempa aż do wielkiego finału. A wszystko zamknięte zostało jednym niepozornym zdaniem, które od tej pory będzie mi się zawsze kojarzyć z tym opowiadaniem.

Zły duch

Pierwszą wersję tego opowiadania miałam okazję czytać już jakiś czas temu. W książce pojawiła się wersja nieco zmieniona, ale całość zdecydowanie na tym zyskała. Jest to też zdecydowanie mój faworyt - podoba mi się jego tło społeczne, klimat, historia i to, co pozostało niedopowiedziane. Pasowałoby na quest poboczny do Wiedźmina - wieś, zabobony, złe moce i Geralt, który musi wybrać, po której stanie stronie i zastanowić się, gdzie kryją się potwory.

Podsumowanie

Każde z opowiadań jest zupełnie inne. Różnią się od siebie na tyle, że można zwątpić, czy zostały napisane przez jednego człowieka. Czytając Wycieczkę, miałam momentami wrażenie, że Jakub siedzi obok i przemawia ustami postaci, bo dialogi były tak bardzo naturalne i niewymuszone. Za chwilę czytałam Złego ducha i znalazłam się w zupełnie innym świecie, a dialogi nadal były tak samo dobre, choć już napisane innym językiem. Szczerze polecam. Nie jako książkę znajomego debiutanta, ale jako świetne opowiadania na długie jesienno-zimowe wieczory. Książkę możecie kupić tutaj (sam wybierz gdzie taniej;).

Lubicie historie z dreszczykiem? Co obecnie czytacie?


Czemu się poddajemy i jak temu zaradzić?

Czemu się poddajemy i jak temu zaradzić?

Blue monday już za nami, ale to wcale nie oznacza, że teraz będzie już tylko z górki i uda nam się dotrzymać wszystkich postanowień. Nie ma się co oszukiwać, bez względu na to kiedy podejmiemy decyzję o działaniu, nasz entuzjazm może szybko opaść. Dlaczego tak się dzieje?


czemu się poddajemy, słomiany zapał, motywacja

Zacznę regularnie ćwiczyć, zmienię dietę, nauczę się języka, zacznę pisać bloga. Te mniej lub bardziej precyzyjnie określone postanowienia czasem z dnia na dzień wdrażamy w nasze życie. I równie szybko z nich rezygnujemy. Powodów naszej rezygnacji może być wiele. Chciałabym przytoczyć te najbardziej prawdopodobne i poszukać sposobów, by skutecznie się z nimi rozprawić.

Mamy słabą motywację


Czujemy, że to, co robimy jest bez sensu, nie zdążyliśmy się dobrze zastanowić, dlaczego chcemy to robić. Wykonujemy jakąś czynność bez większego przekonania, a jak jej nie wykonamy, to nie czujemy wyrzutów sumienia, bo nie jest dla nas szczególnie ważna.

Rozwiązanie: Zastanówmy się, dlaczego realizacja danego postanowienia jest dla nas tak istotna. Czy robimy to dla siebie, czy może chcemy komuś zaimponować? Czasem warto odpuścić, jeśli wiemy, że nasza motywacja jest za słaba, jednak w wielu przypadkach wystarczy sobie tylko przypomnieć dlaczego zaczęliśmy coś robić, by zyskać nowy zastrzyk energii.

Oczekujemy szybkich efektów


Odżywiam się zdrowo już 3 dni, więc powinnam zauważyć jakieś konkretne zmiany. Obwód w biodrach powinien już się zmniejszyć o parę centymetrów. Codziennie się męczę i odmawiam sobie batoników, a tu waga stoi w miejscu, centymetr też chyba zepsuty...

Rozwiązanie: Należy się zastanowić, jakie mają być rezultaty i w jakim czasie osiągnięte? Jeśli perspektywa odległych efektów nie do końca do Ciebie przemawia lub wręcz Cię zniechęca, spróbuj podzielić efekty na mniejsze etapy. Może schudnięcie 2 kg w miesiąc jest lepszą miarą sukcesu niż osiągnięcie wymarzonej wagi do końca roku? Nie ma jednak sensu ważyć się codziennie, bo wiadomo, że to w ten sposób nie działa.

Porównujemy się do innych


Nieważne, czy naszym wzorem jest sławny aktor, celebryta czy może sąsiad z bloku obok - widzimy, że on ma lepiej i też byśmy tak chcieli. Frustruje nas, że nasze działania nie przynoszą rezultatu, że nie jesteśmy tak szczupli, zdolni i bogaci jak ten drugi człowiek, który wszystko ma. Swoją drogą, ciekawe jak on to robi, że pracuje parę godzin dziennie i jeździ takim autem?

Rozwiązanie: Przestań skupiać się na osiągnięciach innych ludzi, zacznij się zastanawiać, w jaki sposób doszli do tego, co teraz mają. Zacznij czytać biografie osób, które odniosły sukces lub, jeśli możesz, zapytaj tych, którzy Ci imponują, jakich rad mogą udzielić. Droga ludzi sukcesu rzadko jest usłana różami. Otaczaj się ludźmi, którzy są zmotywowani do działania - lepiej zarażać się od nich entuzjazmem, niż marudzić razem z tymi, którym się nie chce nic robić.

Boimy się porażki


To, co robię na pewno nigdy nie będzie wystarczająco dobre, nikogo nie zainteresuje, a ja stracę tylko czas. Jest tyle osób lepszych ode mnie, że nie wiem w zasadzie, po co się w ogóle za to zabierałem. Takie myśli, po pierwszej fali entuzjazmu, z dużym prawdopodobieństwem pojawią się w naszej głowie. Myślimy, że skoro nigdy nie uda nam się osiągnąć sukcesu, to lepiej poddać się już teraz i nie marnować czasu.

Rozwiązanie: Często uważamy, że gdy przestaniemy coś robić, to nic się nie stanie. Lepiej jednak przemyśleć, co może się stać, jeśli nie przestaniemy? Nigdy się nie dowiemy, jak blisko byliśmy celu, jeśli w pewnym momencie po prostu się zatrzymamy. Nigdy też nie będziemy w czymś najlepsi, jeśli nie zaczniemy ćwiczyć.

Znajdujemy wymówki


Dzisiaj nie miałam czasu, musiałam zrobić zakupy, uczyć się do egzaminu, posprzątać pokój. A potem wpadła Kaśka, nie widziałyśmy się ze sto lat, więc trzeba było nadrobić zaległości. Wymówki można mnożyć. Zawsze znajdzie się coś, co złagodzi nasze wyrzuty sumienia, gdy nie zrobimy zaplanowanej czynności. Trochę jak z pisaniem magisterki albo nauką do sesji - nagle się okazuje, że mieszkamy w zapuszczonej norze, która wymaga gruntownego remontu.

Rozwiązanie: Warto zacząć pracować nad nawykami. Kiedy zautomatyzujemy sobie jakąś czynność, przestaniemy traktować ją jako obowiązek, a zaczniemy jak element codzienności. Na początek łatwiej nam będzie jeśli będziemy się nagradzać za wykonanie określonej czynności lub karać, jeśli jej danego dnia nie zrobimy. Może np. zaangażujemy partnera, który stanie na straży naszego nowego nawyku i jeśli któregoś dnia będziemy się lenić, stawiamy partnerowi burgera. To powinno skutecznie zachęcić nas do regularnej pracy nad nawykiem. Jest to szczególnie istotne w fazie, w której go dopiero tworzymy (raczej nie chcemy kupować partnerowi burgerów do końca życia za każdym razem, gdy coś innego okaże się naprawdę ważniejsze od codziennej lekcji hiszpańskiego). Sposobów na budowanie nawyków jest bardzo wiele, więc pozwólcie, że nie będę się na ten temat teraz rozpisywać.

Słomiany zapał mnie również dotyczy. Najbardziej chyba dlatego, że oczekuję szybkich efektów i nie jestem pewna, czy to, co robię, ma w ogóle sens, jest dobre i wartościowe. Jednak wiem, że jeśli się poddam, nigdy nie zobaczę, co mogłam osiągnąć.

Jak Wasze postanowienia noworoczne? Trzymacie się? A może są rzeczy, z którymi macie problem i zastanawiacie się, czy nie zrezygnować? Co Was przekonuje, że nie warto rezygnować?

4 sposoby nauki języków obcych

4 sposoby nauki języków obcych

Wiemy już, że warto uczyć się języków obcych. Angielski stanowi podstawę, ale coraz częściej pracodawcy oczekują znajomości niemieckiego, hiszpańskiego czy języków skandynawskich. Dlatego dziś chciałabym przedstawić Wam moje sposoby na szybszą naukę języków obcych.


nauka, język obcy, hiszpański, easy espanol


W jednym z poprzednich postów opowiadałam, dlaczego moim zdaniem warto uczyć się języka angielskiego. Ponieważ uczę się go od czasów szkoły podstawowej i nie wykorzystywałam do tego żadnych specjalnych metod, za przykład posłuży dziś język hiszpański, którego zaczęłam się uczyć już jakiś czas temu, ale też długo trwało, zanim znalazłam sposoby, które na mnie działają najlepiej.

Lekcje do słuchania

W zasobach rodzinnych posiadam kurs Easy Español, który ładnych kilkanaście lat temu sprzedawany był w kioskach w postaci zeszytów oraz kaset magnetofonowych (ktoś jeszcze pamięta?). Gdy zaczęłam się uczyć, znalazłam w bogatych zasobach internetu kilka pierwszych lekcji w formacie mp3, co pozwoliło mi słuchać ich na telefonie, np. podczas ćwiczeń na siłowni czy w autobusie. Niestety, kolejne części nie były już dostępne, a korzystanie z kaset przysparzało sporo problemów - rzadko kto korzysta już ze sprzętów, które je odtwarzają. W domu znalazł się jednak walkman (kolejny relikt przeszłości), który za pomocą jednego kabelka mogłam podłączyć do radia samochodowego. Dzięki temu mogłam korzystać z kursu w drodze do i z pracy. A ponieważ podróż w sumie trwała 2 godziny, nauka szła dość szybko, a ja mogłam sobie powtarzać wybrane lekcje tak często, jak chciałam.

Nie będę polecać tego konkretnego kursu, bo nie jest już dostępny, ale polecam słuchanie lekcji w wolnych chwilach - podczas spaceru, ćwiczeń, jazdy samochodem czy autobusem.

Aplikacja w telefonie

Świetną aplikacją, którą z czystym sumieniem Wam polecam jest Memrise - dzięki zróżnicowanym zadaniom  pozwala przyswajać nowe słówka i wyrażenia, a potem skutecznie je utrwalać dzięki optymalnie dostosowanej częstotliwości powtórzeń. Wszystko odbywa się na zasadzie hodowania roślinki - najpierw jest nasionko, z którego wyrasta kwiatek, a następnie "podlewamy" go swoimi powtórkami. Przy okazji, wykonując ćwiczenia, sprawiamy, że nasz Memrisowy zwierzaczek-kosmita Ziggy rośnie i zdobywa kolejne poziomy. Robię obecnie trzeci kurs hiszpańskiego i korzystam z bezpłatnej wersji aplikacji, ale gdyby ktoś chciał dodatkowych funkcji (powtarzanie trudnych słówek, ćwiczenia z nativami itp.), to raz na jakiś czas organizowane są fajne promocje i roczny dostęp premium jest wtedy w bardzo przystępnej cenie.

nauka, język obcy, hiszpański,

Filmy i seriale

Z korzyści z oglądania filmów po angielsku zdaje sobie sprawę każdy, kto opanował ten język w stopniu umożliwiającym rozumienie słyszanego tekstu. Już na etapie nauki warto jednak sięgnąć po filmy w oryginale, nie zagłuszane polskim lektorem. Z angielskimi jest dużo łatwiej, bo jest ich całe mnóstwo, ale i hiszpańskie się znajdą, jak się dobrze poszuka. Ze swojej strony polecam Gran Hotel, czy, jeśli ktoś woli polski tytuł, Zagadkę Hotelu Grand. Nie dość, że fabuła wciąga, to jeszcze cieszyłam się jak dziecko, gdy wyłapywałam poszczególne słowa, które już znałam albo gdy dołączałam do repertuaru jakieś nowe, wyłowione z dialogów. Napisy oczywiście bardzo pomagają.

Alternatywą mogą być hiszpańskojęzyczne piosenki, jak choćby świąteczne Feliz Navidad albo coś z bogatego repertuaru Ricky'ego Martina ;) Gorące latynoskie rytmy w dodatku świetnie nadają się do tańca, więc można się uczyć i spalać kalorie jednocześnie.

Fiszki

Do nauki słówek kolorowe karteczki porozklejane po domu naprawdę bardzo się przydają. Jeśli chcesz szybko zdjąć wątpliwe ozdoby z mebli, ekspresowo nauczysz się, że la nevera to lodówka, a la silla - krzesło. Warto tworzyć sobie fiszki również w formie niekleistej ;) i dopisywać do słówek nasze skojarzenia. Inspiracje można znaleźć w Memrise, tyle tylko, że tam wszystko jest po angielsku.

Może się wydawać, że zbyt dużo metod spowoduje jedynie zamęt i zagubienie, ale myślę, że odpowiednie połączenie wybranych przez siebie sposobów może przynieść naprawdę fajne rezultaty, gdyż za każdym razem mimowolnie będziemy przyswajać nowe treści, bez ślęczenia nad podręcznikami. Sposób, który jeszcze chciałabym wykorzystać to komunikacja z kimś, kto perfekcyjnie posługuje się hiszpańskim, ale wciąż powstrzymuje mnie obawa, że mój poziom jest zbyt niski.

Jakie Wy macie sposoby na efektywną naukę języków obcych? Chętnie dodałabym coś do swojego repertuaru.
Czy warto robić psychotesty?

Czy warto robić psychotesty?

Psychotesty najczęściej stanowią formę rozrywki, kiedy stykamy się z nimi na łamach kolorowych czasopism i rozwiązujemy razem z przyjaciółką. Czasem upatrujemy w nich również lekarstwa na zagubienie i brak życiowego planu, szukamy odpowiedzi na pytanie: jaki jestem? Co tak naprawdę nam dają psychotesty i czy warto je robić?

psychotesty, testy osobowości

Muszę przyznać, że od niepamiętnych czasów jestem fanką psychotestów. Oczywiście, zaczynałam od tych dostępnych na łamach popularnych czasopism dla nastolatków (Bravo Girl ^^), których wartość diagnostyczna była żadna, ale dawały mnóstwo frajdy, zwłaszcza, gdy wykonywało się je razem z przyjaciółką. I chociaż już dawno wyrosłam z tego typu gazetek, zainteresowanie psychotestami do tej pory mi zostało. Myślę, że wynika ono przede wszystkim z mojej tendencji do głębszego poznania siebie i zrozumienia świata, stąd moją ulubioną grupą są zdecydowanie testy osobowości. Dziś opowiem o trzech, które zwróciły moją szczególną uwagę.

W swoim życiu miałam możliwość rozwiązać test DISC i otrzymać szeroką analizę moich kompetencji opartą na 4 stylach zachowań. Analizę dostałam w ramach sesji coachingowych, które były elementem projektu organizowanego przez moją uczelnię z wykorzystaniem funduszy unijnych. Za jej główną wadę uważam niewielką praktyczność - podczas wykonywania testu kazano się skupić na zachowaniach na uczelni, a przecież nie zawsze jest tak, że wszędzie zachowujemy się tak samo. Świetnie, jeśli tak jest, ale różne otoczenie może wywierać na nas odmienny wpływ i powodować określone zachowania typowe tylko dla tego konkretnego środowiska. Stąd, choć ogólnie zgadzałam się z wynikami testu i czasem lubię do niego wracać, wciąż zastanawiam się, czy to samo wyszłoby mi, gdybym analizowała moje ogólne zachowania, nie ograniczając się do sytuacji uczelnianej.

Kolejnym testem, który swego czasu mocno mnie zainteresował był Enneagram (darmowy, dostępny na www.enneagram.pl). Zaskoczył mnie przede wszystkim dość szczegółowym opisem osobowości, oraz tego, że dany typ może zachowywać się odmiennie w zależności od różnych czynników (np. stanu emocjonalnego). Gdy jednak wykonałam test ponownie, po jakimś czasie, wyszedł mi wynik odmienny od poprzedniego. Z ciekawości, zrobiłam ten test także w trakcie pisania tego posta. Tym razem wynik pokrywał się z którymś z poprzednich (nie pamiętam którym, bo było to już dość dawno), to co przeczytałam nie było dla mnie w żaden sposób zaskoczeniem, nie byłam też pod wrażeniem tego, co przeczytałam. Nie mogę też powiedzieć, bym się z tym w 100% zgadzała, choć część może faktycznie jest zgodna prawdą.

Ostatnio natknęłam się na test 16 personalities (darmowy, dostępny na www.16personalities.com), w którym, po wykonaniu testu zostajemy przypisani do jednej z 16 osobowości. Sam test i podstawowy opis jest dostępny po polsku, po szczegółowe informacje musimy sięgnąć do oryginału w wersji angielskiej. Ten opis naprawdę zaskakuje szczegółowością, zwłaszcza, że jest darmowy, w moim przypadku okazał się też dość trafny. Jeśli oprócz opisu, chcemy uzyskać konkretne wskazówki, jak wykorzystać potencjał swojej osobowości, możemy zakupić ebooka za $32,99, a biorąc pod uwagę wysoką jakość opublikowanych materiałów, możemy mieć nadzieję, że otrzymamy naprawdę ciekawe narzędzie (ebook ma 173 strony).

Teraz chciałabym się chwilę zastanowić nad celowością robienia tego typu testów. Fajnie jest się zaskoczyć, powiedzieć “wooow, faktycznie tak jest”, “skąd oni to wiedzą?” albo poczuć, że wcale nie jesteśmy dziwni, że takich osób, jak my, jest więcej. Czasem możemy znaleźć przydatne wskazówki, np. odnośnie pracy, która mogłaby być dla nas atrakcyjna (jeśli do tej pory tego nie odkryliśmy), ale na tym chyba koniec, bo przecież są to rzeczy, które już jakoś o sobie wiedzieliśmy lub podejrzewaliśmy. Dostrzegam też pewne zagrożenie, które może nas powstrzymywać przed rozwojem - jeśli test powie mi, że jestem osobą chaotyczną i dobrze czuję się w bałaganie, mogę stwierdzić, że nie ma sensu nad tym pracować i robić porządku, bo przecież i tak tego nie zmienię, bo taka już jestem. Sprzątanie to oczywiście tylko przykład, ale myślę, że rozumiecie, o co mi chodzi.

Myślę, że ciekawie byłoby, gdybyśmy pokazali wyniki takiego testu osobom, które muszą z nami pracować, które nie mogą nas zrozumieć, z którymi chcemy nawiązywać relacje. Fajnie byłoby przecież uzyskać gotową instrukcję postępowania z drugim człowiekiem. Tylko, że nie jesteśmy pozycją w podręczniku i nie da się nas sklasyfikować, bez względu na to, jak szczegółowy będzie opis naszego typu osobowości. Musimy też zwrócić uwagę na naukowe podstawy tych testów, bo jeśli chcemy już koniecznie utożsamiać się z jakimś typem, to dobrze byłoby, żeby nie był on oparty na jedynie na wyobraźni redaktorki Bravo ;)

Jak napisać pracę dyplomową?

Jak napisać pracę dyplomową?

Większość studiów w Polsce kończy się obronieniem pracy dyplomowej, którą student musi wcześniej przygotować. Choć każdy wie, że taką pracę będzie musiał napisać, nie każdy wie, jak to zrobić. Jeśli więc przed Tobą licencjat, praca inżynierska, magisterska lub podyplomowa, zachęcam do przeczytania mojego krótkiego przewodnika.

praca magisterska, licencjat, inżynierska, dyplomowa

Temat, badania, literatura


Jeśli są to Twoje pierwsze studia, zapewne masz bardzo mgliste pojęcie o tym, czym taka praca dyplomowa właściwie jest i jak może wyglądać proces jej tworzenia. Przychodzisz na pierwsze seminarium licencjackie/inżynierskie i już pada pytanie, o czym chciałbyś pisać. Fajnie by było, gdyby temat choć trochę Cię interesował oraz żebyś miał wizję, w jaki sposób będziesz go badał. Już na tym etapie radzę sprawdzić, czy biblioteka/internet dysponuje odpowiednimi pozycjami naukowymi zgodnymi z tematyką Twojej pracy. W skrócie: czy są książki, na podstawie których będziesz mógł napisać swoją pracę. Przypomnę, że praca licencjacka, inżynierska, magisterska jest pracą odtwórczą, w której w zasadzie nie liczy się Twoja wiedza, tylko ta, którą znaleźć możesz w literaturze. Więc bez książek ani rusz! Jeśli zamierzasz się już zabrać za pisanie, możesz je zamówić już teraz, jeśli nie, to przynajmniej zapisz sobie gdzieś ich listę. Podczas wyszukiwania w internecie, dodaj sobie strony do zakładek, a pdfy pobierz do oddzielnego folderu, żebyś drugi raz nie musiał szukać.

Konspekt


Masz już temat, wymyśliłeś sobie, że przeprowadzisz ankietę, zrobisz wywiad, pomiary czy coś innego, a w bibliotece sprawdziłeś, że Twoja praca będzie obfitowała w przypisy. Świetnie! Teraz przychodzi czas na stworzenie konspektu, czyli mówiąc wprost: planu Twojej pracy. Na początku, bez zapoznania się z literaturą, będzie on dość ogólnikowy, ale bez niego szybko się pogubisz, a pewnie promotor i tak będzie go wymagał. Zapisz więc, jakie kwestie zamierzasz poruszyć w pierwszym rozdziale (ten zwykle jest czysto teoretyczny), a także jakich metod, technik i narzędzi użyjesz oraz kogo i co nimi zbadasz (to zwykle jest rozdział drugi). Rozdział trzeci zostanie Ci na analizę wyników badań, ale na tym etapie nie możesz ich przewidzieć.

Pisanie


Została Ci teraz część, która wymaga największego nakładu pracy, choć tak naprawdę, dobrze zaplanowana nie zajmie wcale kosmicznie dużo czasu. Wypożyczyłeś już książki, których dostępność wcześniej sprawdziłeś? Jeśli nie, to sugeruję zrobić to właśnie teraz, bo będą Ci potrzebne, a może na część z nich będziesz musiał chwilę poczekać. Nie czekaj jednak, aż będziesz miał wszystko. Jeśli zapisałeś strony internetowe i ebooki, to masz już całkiem sporo.
Możesz przejrzeć spisy treści i ułożyć sobie mniej więcej, która pozycja pasuje do konkretnego rozdziału Twojej pracy. Możesz jednak po prostu brać na warsztat każdą książkę po kolei, wycisnąć z niej ile się da i przejść do kolejnej. I to jest metoda, którą ja wybieram. Cały proces wygląda mniej więcej tak:
1. Otwierasz sobie konspekt i kopiuję go do nowego pliku. Masz już szkielet swojej pracy.
2. Bierzesz książkę, czytasz spis treści, otwierasz na stronie, która Cię interesuje.
3. Zapoznajesz się pobieżnie z fragmentem, jeśli pasuje do koncepcji, przepisujesz go w odpowiednie miejsce do Twojego pliku. Czyli, jeśli masz fragment o wysiewaniu marchwi, znajdujesz w swojej pracy rozdział Hodowla marchwi i tam go przepisujesz. Wiem, że przepisywanie fragmentów książek jest uciążliwe, świetnie, jeśli znajdziemy plik, który da się łatwo kopiować i wklejać. Literatura papierowa nie daje nam takich możliwości, więc pozostaje standardowe klepanie. Metody są jednak dwie:
a) słowo w słowo przepisujesz cytat, a potem będziesz się zastanawiać, jak go ładnie edytować.
b) nie przepisujesz dosłownie cytatu, od razu go redagujesz, czyt. przerabiasz, to wydłuży proces przepisywania, ale zaoszczędzi czasu później.
Podczas przepisywania treści z pdfów, które brzydko się kopiują, pomocny może okazać się drugi ekran, np. tablet, bo skakanie pomiędzy zakładkami na jednym monitorze może człowieka wykończyć.
4. Gdy uznasz, że wyczerpałeś już treści z jednej książki, bierzesz następną i powtarzasz punkty 2 i 3.
5. Jeśli w punkcie 3 wybrałeś b), ten etap Cię nie dotyczy. Jeśli jednak zdecydowałeś się na opcję a), to teraz przed Tobą chyba najbardziej upierdliwa część - przerabianie cytatów, żeby nie były cytatami (bo antyplagiat). Ja sobie najpierw zaznaczam całą pracę na zielono, żeby wiedzieć, że to są dosłowne fragmenty literatury. Gdy je przerabiam, piszę na czarno i wiem, że te czarne są zrobione.
6. Pozostaje już tylko uporządkowanie treści - konieczne będzie pewnie usunięcie pewnej części, jeśli okaże się, że różne źródła podchodzą do tematu tak samo. Naszym głównym celem jest sprawienie, by praca tworzyła jedną spójną całość, którą da się przeczytać i zrozumieć jej sens.

Cytaty i przypisy


Od kilku lat, każda praca dyplomowa musi przejść przez antyplagiat, zanim student zostanie dopuszczony do obrony. To zmusza do redagowania treści, gdyż nawet jeśli prawidłowo oznaczymy cytat, podamy jego źródło, może okazać się, że ten sam fragment będzie występował w kilku innych miejscach, których do przypisu nie dodaliśmy i antyplagiat to wychwyci (dla mnie jest to bez sensu, ale z programem dyskutować się nie da). Dotyczy to przede wszystkim źródeł internetowych, jednak lepiej się zabezpieczać i ograniczyć do minimum występowanie w pracy cytatów. Jeśli chodzi o przypisy, to trzeba dodawać je już na etapie przepisywania fragmentów książki i najlepiej robić to po każdym akapicie, to pozwoli nam uniknąć chaosu, gdy będziemy potem porządkować treść.

Przedstawione wskazówki dotyczą przede wszystkim rozdziału pierwszego, ale z tego, co wiem, to właśnie on sprawia najwięcej problemów. Jeśli będzie taka potrzeba, napiszę poradniki dotyczące kolejnych rozdziałów. Zachęcam do dzielenia się własnymi doświadczeniami związanymi z pisaniem prac dyplomowych.
Copyright © 2014 Teraz jest najlepiej! , Blogger